The Following: dodatek, który zawstydził niejedną dużą grę

Dying Light: The Following to zombie, buggy, broń palna, kusza i mnóstwo latających flaków. Czego chcieć więcej?

Dying Light to, w mojej opinii, najlepsza gra o zombie. Jest strasznie rozbudowana, daje mnóstwo satysfakcji i posiada niepowtarzalny klimat, który trudno będzie pobić innym grom. Przetrwanie w Harran przypomina perypetie ludzi walczących o to samo w serialu (oraz komiksie) The Walking Dead. Przy podstawce bawiłem się świetnie i z ogromnym zniecierpliwieniem wyczekiwałem kontynuacji. Wreszcie takowa nadeszła, a wraz z nią – rozszerzona edycja Dying Light. Warto było?

The Following

Rozszerzenie to oferuje nam zupełnie nową mapę, wątek fabularny, pojazd, dziesiątki nowych broni oraz ogrom nowych umiejętności do odblokowania w dwóch nowych drzewkach rozwoju tj. Kierowcy i Legendy. To drugie staje się dostępne dopiero po tym, jak wykupisz wszystkie umiejętności z jednego z trzech pozostałych drzewek (przetrwania, zwinności lub siły). W jego ramach można znaleźć kolejny zestaw skilli, ułatwiający eksterminację zombie.

Dodatek warto rozpocząć mając postać na przynajmniej 15 poziomie z dość dobrym setem. Gdyż zostaje ona zaimportowana do rozszerzenia z podstawowej kampanii. Ja spróbowałem od razu po przejściu prologu i bardzo tego żałuję, gdyż gra była niemiłosiernie trudna. W DLC opuszczamy Harran i wędrujemy na dalsze obrzeża miasta (poza mur). Tam, podobno, przebywają ludzie odporni na ugryzienia zombie oraz działanie wirusa. Główny bohater musi znaleźć i zweryfikować źródło plotek gdyż w mieście kończy się już antyzyna (środek powstrzymujący objawy zamieniania się w zombie).

The Following screen 1

Fabuła podstawowej wersji gry, choć prosta, mi do gustu przypadła, a w rozszerzeniu jest jeszcze lepiej. Naszym rodzimym deweloperom udało się wykreować świetną historie pełną napięcia i z kilkoma zwrotami akcji. Są oczywiście słabsze momenty, kiedy to bawimy się kuriera, ale na szczęście jest dużo mocnych chwil, które zapamiętamy na dłużej.

Zabawa nadal polega na przemierzaniu wirtualnego świata i ubijaniu, bądź unikaniu, pokrak. Nadal uświadczymy podziału na dzień i noc. Ta druga jest zdecydowanie bardziej trudna. Zombie podczas jej trwania są szybsze, groźniejsze, a na domiar złego na ulice wybiegają super zombie, które mogą (w trybie online) być sterowane przez graczy jeżeli mamy włączoną odpowiednią opcje. Sprawy wówczas mocno się komplikują. Na szczęście w dodatku ratować się możemy również samochodem, konkretniej pojazdem typu buggy.

The Following screen 2

Ta maszyna to najważniejsza innowacja w grze. Aby ją dodać deweloper zmuszony był do przepisania znacznej części kodu, włącznie ze sztuczną inteligencją przeciwników. Muszą oni bowiem odpowiednio reagować na samochód. Buggy dostało też odrębne drzewko umiejętności, specjalne schematy oraz mechanikę zarządzania jego stanem technicznym. W drzewku rozwoju pojazdu znaleźć można przeróżne specjalne możliwości od klatki opancerzonej przez większy bak po miotacz ognia. Punkty umiejętności zyskujemy, identycznie jak w przypadku innych drzewek czyli po prostu poruszając się czy korzystając z buggy.

Rozwój naszego cudeńka odbywa się nie tylko za sprawą drzewka umiejętności, ale również dzięki komponentom, które można znaleźć na całej mapie. Poruszanie się autem utrudnia jednak niszczenie się części czy wymaganie do jego jazdy paliwa. Oba z tych rzeczy możemy zakupić u handlarzy jednakże jest to strasznie drogi przez co nieopłacalny interes. Lepiej jest przeszukiwać wlewy paliwa we wrakach, a części samemu tworzyć.

Jeśli chodzi o sposób prowadzenia buggy, to bez większego zaskoczenia jest on w pełni zręcznościowy tj. myszki używamy tylko do rozglądania się, a nie do wyznaczania kierunku jazdy. Dzięki temu dość łatwo utrzymać obrany kierunek, nawet kiedy przed maską znajduje się nie mała grupka zombie.

The Following screen 3

Istotną zmianą jest również system zaufania. W rozszerzeniu ludzie mieszkający na obrzeżach Harran nie są zbyt ufni. Aby takowi się stali i zaczęli zdradzać nam sekrety ich odporności na wirusa , trzeba ich najpierw przekonać. Robimy to za sprawą większych jak i mniejszych robótek. Im większe zaufanie, tym więcej profitów, watro więc być dla tubylców pomocnym.

Żadne rozszerzenie nie było by kompletne gdyby nie posiadało licznych „małych” dodatków, w tym przypadku to głownie różne schematy oraz nowe typy broni. Między innymi jednym z tych „małych” dodatków jest kusza. To wyśmienite narzędzie do eksterminacji oponentów. Jest cicha i skuteczna, można więc sobie na wiele pozwolić bez obawy o to, że po oddaniu jednego strzału zleci się cała chmara zombie. Opracowano również mnóstwo samoróbek, niedostępne wcześniej typy karabinów itp. Zdecydowanie mamy w czym przebierać.

Dying Light: The Following to nie wyłącznie zabawa dla jednego gracza. Po pierwsze trzeba pamiętać, że do tutejszego świata może wkroczyć w większym gronie a konkretniej w liczbie 4. Co ciekawe, jednego z nich możemy zabrać do naszego demona prędkości, jako pasażera i wspólnie przemierzać okolicę.

Jeśli coop uznacie za mało interesujący, deweloperzy przygotowali coś jeszcze. W The Following wraca bowiem tryb Zostań Zombie, znany z podstawki, dopracowany i podrasowany. Maksymalnie czwórka graczy staje w nim oko w oko z jednym, wyjątkowo krwiożerczym volatilem – także kontrolowanym przez człowieka. Pojedynek jest niesymetryczny, ale jakże dynamiczny i wciągający. Volatile porusza się błyskawicznie, daleko skacze i może robić użytek z macek. Jeśli opanujemy wszystkie jego zdolności, stajemy się naprawdę niemożliwą do zatrzymania bestią. Wyszkoleni, wskakujemy w ciało umarlaka, a następnie nawiedzamy sesję stworzoną przez inne osoby. Oponentów mamy maksymalnie czterech, o czym pisałem przed momentem, ale sami także możemy zostać zaatakowani, jeśli uprzednio wyrazimy na to zgodę w opcjach rozgrywki.

Jak widać, zawartości nie brakuje i dlatego The Following, a w szczególności edycja rozszerzona to wyśmienita inwestycja. Grafika jest ładniejsza niż w pierwowzorze, udźwiękowienie trzyma wysoki poziom (choć czasem kuleje polski dubbing), optymalizacja uległa poprawie, a zabawa bez problemu pochłonie przynajmniej kilkadziesiąt godzin Waszego czasu. Techland zrobił to znowu. Raz jeszcze pokazując, że jest deweloperem o ogromnych umiejętnościach.

Podsumowując, jeżeli kochasz odcinać kończyny, głowy czy inne części ciała, przejeżdżać co popadnie i stresować się za każdym razem kiedy nastanie noc ta gra jest idealna dla ciebie!

[latest_posts category = „gamerlifestyle” count = „6”]

O autorze: BartasSz

No cóż. Nic ciekawego się w moim życiu nie działo. Urodziłem się, jak każdy. Dzieciństwo miałem jak każdy. Od 10 roku życia pogrywam sobie wesolutko na sześciostrunowcu. Ostatnio ubzdurałem sobie liceum w Anglii i... dostałem się. Od lutego 2016 należę do 26 Drużyny ZHP w Dopiewie. Co z tego, że moja przygoda z harcerstwem będzie trwała jakieś sześć miesięcy... Także ten... O, może warto dodać, że od urodzenia wychowywałem się w domu w środku lasu (tak, brzmi trochę creepy), więc z naturą jestem za pan brat. To tyle. Dziękuję. Dobranoc i smacznego.